piątek, 16 grudnia 2011

Sala Samobójców

Po obejrzeniu Sali Samobójców odkryłam, że mam niesamowity pociąg do zagubionych, wyalienowanych chłopców EMO. Takich jak Dominik z Sali właśnie. Nie wiem, czemu z właśnie z nim łączy mnie taka więź. Ryczałam jak szalona, jak Sala się skończyła, jak mój ulubiony, ukochany Dominik odebrał sobie życie, bo nikt go nie rozumiał, nie doceniał, bo w szkolnej hierarchii spadł z wysokiej pozycji na ta ostatnią, straconą... bo rodzice go nie rozumieli, bo Sylwia go wystawiła, bo...
 Dominik jest cholernie złożoną postacią, choć zmieniła go dopiero ta cholerna Sylwia, ta szmata pojebana, co go doprowadziła do samobójstwa. To przez nią zamknął się w pokoju i zaczął okaleczać, przez tą cholerną szmatę. To ONA chciała umrzeć, nie ON...
 Ten film. U mnie ma pięć gwiazdek. Dziwny, złożony, momentami przerażający. Otworzył mi w głowie nowe okno na świat. Jezu, nie chcę być taka ograniczona, nie chcę dać się zamknąć w tej cholernej klatce bez krat, ale, cholera, daję się! Jest lepiej, niż było kiedyś. Kiedyś Kathy chowała się jeszcze bardziej w sobie. Nie umiała nawet się odciąć. Kiedyś Kathy marzyła o tym, zeby być odważna i groźna, żeby doprowadzić swoich wrogów do załamki emocjonalnej, a w nocy płakała w poduszkę.
 A teraz Kathy potrafi się odciąć, potrafi dowalić tak, że aż w pięty pójdzie. Umie udawać, że super się bawi, że podoba się jej to, co się dzieje, a wśrodku chowa wszystko, co ją razi, a to kiedyś wybuchnie i jednocześnie Kathy boi się ludzi. Boi się spojrzeń, głosów, boi się wielu rzeczy.
 Boję się tego, co nieuniknione. Ostatecznej konfrontacji z życiem. 
Nie umiem powiedzieć tego głośno.
 Dominik sobie nie poradził.
 I czasem się boję, że mi też się nie uda.


Piosenka na dziś- Famous Last Words My Chemical Romance.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz