środa, 28 grudnia 2011

rompopopom









kilka zdjęć mojego autorstwa.


mam na wszystko wyjebane.
Skończ się tłumaczyć.



 Kocham cię. Szkoda, że o tym nie wiesz :*

i huj tam.

 wszystko się jebie, nienawidzę ich.


 Nienawidzę siebie, ich i nas.

 Kocham tylko ciebie.

piątek, 16 grudnia 2011

Skaters

 Wklejam dziś dwa zdjęcia. Na tym:jest Roman. Mam nadzieję, że nikt tego bloga nie znajdzie i mu nie powie, bo osobiście się nie znamy. Zdjęcie robiła Michelle jakiś rok, może półtora temu na Pierwszym dniu wiosny czy jakimś innym usiasiusia. Mam dziś fazę na skejciaków, więc wstawiam. Podoba mi się. Fotka, a nie Roman! Ha, ha, ha.




 Na tym zdjęciu są chłopaków deski. Romana i Adusia. Adusiowa to ta, którą trzyma ręka w czerwonej koszuli w kratkę, no : adusiowa ręka. Aduś jest mega, i ON mi się podoba. Te loczki, hah ^^. No i te jeżdżenie na desce. Mhrrr. Lubię skejciaków. Rockowców też... I lubię imię Dominik, ale Adrian też jest ładne.

 Oglądam Rodzinę Addamsów. Zajebiste. Wujek Fester, Wednesday i Morticia rządzą.

piosenka : Alcoholic X-Zibit

(Jeszcze nie) bierzmowana-na-na

 Przygotowania do sakramentu bierzmowania dopiero się zaczynają, a ja już wymiękam. Może to dlatego, że jestem antychrystem. Zna ktoś jakieś fajne imię? Mi się kręcą po głowie Salomea i Rachela, ewentualnie Gloria, ale nie wiem, czy są dopuszczalne jako patronki. Ktoś tam mi mówił że jest takie imię Perpetua. A np mój kuzyn, Piotr, znany też jako Piotruś, chciał wziąć na bierzmowanie Judasz, tyle że mu ksiądz Wojciech Daniel O. nie pozwolił i skończyło się, po długiej przeprawie, że Piotruś teraz jest Piotr Linus M.
 Dziś Michasi znowu odpierdalało. Sama już nie wie, czy chce Zielina(no bo taki słodki i taki ooh i taki dzieciaczek i mojego oczy go lubią), Zdana( bo wygląda jak koleś z reklamy Winterfresh!), czy może jednak Mateusza (bo ma ładną, nowa bluzę i fajny głos, ale nie, nie, nie, to mój kolega...) czy Olafa( jak tylko zaczynam temat Olaf, wyjeżdża na mnie z ryjem). Najgorzej to mi Matiego żal, bo on na nią wyraźnie leciał, a ona taka lewa i szcza na widok Zielina. Wesołe jest to, że Zielin jest rok (!) młodszy i w moim mniemaniu tak się z Michelle leje, że maskara. Natomiast Olaf, (aczkolwiek równiez o rok młodszy) jest spoko, bardzo spoko. Miałam okazję z nim pisać- i to nie raz, nie dwa- i się osobiście przekonałam. Koleś ma na tyle poukładane w głowie, że pocisnął po Michelle, dając jej do zrozumienia, że Zieliński sobie z niej tylko bekę robi hahaha. Ale ona to olała, serdecznie olała, i nadal lata za Zielinem jak mały piesek.
Zdan jest, jeszcze gorzej, młodszy o dwa lata. I Bogu dzięki!, nie wie jeszcze, ze jakaś poświrowana trzecioklasistka łapie na jego widok podniet.
 Myślę sobie o Adusiu. Mój słodziak. W jednym jest do Zdana podobny! Tez nie wie, że łapię na jego widok podniety xD chyba że mu Olaf powiedział, ale wątpię, bo jak już mówiłam, Oli (zwany też pe3kiem) jest dobrym człowiekiem. No więc Aduś. Skejter. Rok młodszy, ale co mi tam, wyższy. Ciemne loczki pod skejtową czapką od Etnies (tak, zauważam takie szczegóły!). Nie jestem pewna co do koloru oczu, ale chyba niebieskie. Dość blady, ale lubię bladych. Fajnie ubrany. Żabum mówi, że zamulony, ale jak na moje, zamyślony, z głowa w chumrach, czyli, kurwa, romantyk! I punktuje u mnie tym, że nie ma "najaczy". Bo mam dość ludzi w "najaczach". Pozerstwo. Teraz lubię Etnies, hahaha! Słodziak mój. Ale nawet numeru do niego nie mam, i tyle. Pozostaje mi cicha fascynacja, bo tak jak enpe Michasia zdesperowana nie jestem, żeby pytać o numer ludzi, których nawet nie znam. Tak więc, idę do kościoła. Nawrócę się, przygotuję do bierzmowania-nia-nia i pogadam sobie poważnie z Bogiem na temat mojej znajomości z Adusiem (etap:on mnie jeszcze nie poznał).

 piosenka : You and I Lady Gaga.

Sala Samobójców

Po obejrzeniu Sali Samobójców odkryłam, że mam niesamowity pociąg do zagubionych, wyalienowanych chłopców EMO. Takich jak Dominik z Sali właśnie. Nie wiem, czemu z właśnie z nim łączy mnie taka więź. Ryczałam jak szalona, jak Sala się skończyła, jak mój ulubiony, ukochany Dominik odebrał sobie życie, bo nikt go nie rozumiał, nie doceniał, bo w szkolnej hierarchii spadł z wysokiej pozycji na ta ostatnią, straconą... bo rodzice go nie rozumieli, bo Sylwia go wystawiła, bo...
 Dominik jest cholernie złożoną postacią, choć zmieniła go dopiero ta cholerna Sylwia, ta szmata pojebana, co go doprowadziła do samobójstwa. To przez nią zamknął się w pokoju i zaczął okaleczać, przez tą cholerną szmatę. To ONA chciała umrzeć, nie ON...
 Ten film. U mnie ma pięć gwiazdek. Dziwny, złożony, momentami przerażający. Otworzył mi w głowie nowe okno na świat. Jezu, nie chcę być taka ograniczona, nie chcę dać się zamknąć w tej cholernej klatce bez krat, ale, cholera, daję się! Jest lepiej, niż było kiedyś. Kiedyś Kathy chowała się jeszcze bardziej w sobie. Nie umiała nawet się odciąć. Kiedyś Kathy marzyła o tym, zeby być odważna i groźna, żeby doprowadzić swoich wrogów do załamki emocjonalnej, a w nocy płakała w poduszkę.
 A teraz Kathy potrafi się odciąć, potrafi dowalić tak, że aż w pięty pójdzie. Umie udawać, że super się bawi, że podoba się jej to, co się dzieje, a wśrodku chowa wszystko, co ją razi, a to kiedyś wybuchnie i jednocześnie Kathy boi się ludzi. Boi się spojrzeń, głosów, boi się wielu rzeczy.
 Boję się tego, co nieuniknione. Ostatecznej konfrontacji z życiem. 
Nie umiem powiedzieć tego głośno.
 Dominik sobie nie poradził.
 I czasem się boję, że mi też się nie uda.


Piosenka na dziś- Famous Last Words My Chemical Romance.

czwartek, 3 listopada 2011

Dzień dobry, a nawet dobry wieczór.   Chyba nawet się nie przedstawiłam?  Mam na imię Katarzyna, ale wybitnie lubię, gdy mówi się do mnie Katherine lub wręcz Katrina lub Katrin. Mam piętnaście lat, prawie szesnaście. Niebieskoszare oczy, włosy koloru nieokreślonego i zazwyczaj wyrażający moje rozbawienie lub zniechęcenie wyraz twarzy. 
 Mam skomplikowaną osobowość i wredny charakter, ale się staram. Lubię nosić na szyi różańce, i wszyscy mnie za to gromią. Posiadam kłopotliwą cechę, jaką jest niewyparzony język, który potrafi nieźle dopiec. Na pozór jestem nieśmiała. Taa, oszukujcie się, ludkowie. Dokładnie obserwuję i widzę wszystkie wasze grzeszki!
  Dzikie życie w mojej szkole, pełne małych i mniejszych grzeszków. Tak sobie myślę, że oni wszyscy są jak lalki. Kukiełki takie. Boże! Wszyscy wyglądają tak samo, jasna cholera. Skajkowe kurtki. Rurki. Stylonowe bluzy od Adidasa. Buty od Nike, tak zwane "najacze". Czasem jeszcze koszule w kratę i bluzy kangurki, chociaż żadna nie jest ani grunge'ówą ani skate'ówą. Grzywka na bok, długie, proste włosy. Archetyp dziewczyny w moim gimnazjum, Jezu, zlituj się! Dosłownie nie mogę patrzeć na te wszystkie Barbies. Ale każdy, każdy krzyż swój nieść musi.

Gdyby tak moje życie miało soundtrack...

Kto by o mnie śpiewał? Głównie Within Temptation, z boską Sharon den Adel na wokalu. Często Adele, bo śpiewa o nieszczęśliwej miłości. Często też, o dziwo, Lady Gaga, dlatego, że jej muzyka daje mi kopa i podnosi na duchu w złych momentach, a także dlatego, że choć sama Lady G jest brzydka, to jakimś cudem jest piękna. Czasem Good Charlotte- wytatuowani bracia Madden, ich piosenki o dołujących, morcznych tekstach, połączone z dyskotekowatym beatem. A czasem 30 Seconds to Mars, bo kocham Jareda Leto (chociaż juz coraz mniej :). Czasem The Pretty Reckless z zniewalającą blondie, Taylor Momsen, której życie wydaje się tak jak moje, odrobinę nieogarnięte i bezcelowe.. Od czasu do czasu Evanescence, chwilami uzależniający mnie od siebie-jak ostatnio z "Call me when you're sober". Oczywiście, od czasu do czasu w moim życiowym soundtracku pojawiają się nowości z MTV albo coś w stylu całkowicie odmiennym od moich upodobań i ideologii.
 Płakałam, gdy dowiedziałam się o śmierci Amy Whinehouse. W łazience, cicho, 2 minuty. Żeby Mama nie widziała mojej słabości do ukochanej outsiderki, jaką Amy była... Jej śmierć momentalnie skojarzyła mi się z Cobainem. Nie lubię Nirvany, nie przepadam za nimi jak wszyscy sztuczni buntownicy z kawałka piekła, jakim jest moje gimnazjum, a Kurt sam w sobie jako ikona też mnie nie rusza, ale to było takie... takie nienaturalne. Oboje mieli 27 lat...
 Ostatnio jestem jakaś płaczliwa i mam wahania nastroju. Mamuśka mówi, ze to dojrzewanie. Ostatnio się poryczałam, jak słuchałam Adele Someone like you.
Może to związane z tym, że za dużo na siebie biorę. Trzy olimpiady w listopadzie spędzają mi sen z powiek. Do tego problemy sercowe Michasi, która zwierza mi sie z każdej rozmowy na gg, przez smsy czy w ogóle jakiegokolwiek kontaktu z: Zielinem / Olafem / Orzechem / Groszkiem / Zdanem (należy wybrać tego, za którym lata w danym momencie), moje własne zadurzenie w Adusiu, stresy Mamy związane z nową, upragnioną pracą ("da mi umowę na stałę czy nie? A jak zamkną mu zakład? Dziś uszyłam tylko 2 kurtki... " itd.), moje własne stresy związane z okresem, nauką, wyglądem, Pamiętnikami Wampirów, problemami z kretynkami z klasy... Do tego stała presja pod postacią testów gimazjalnych, które kładą się cieniem na mojej ośmioletniej już edukacji (6 lat podstawówki i 2 skończone w gimazjum. Trzeci mi leci.)... Że nie liczę już takich drobnostek jak na przykład w co się ubrać albo czy nie jestem za mocno umalowana.
 Żebym jeszcze miała jakies hobby! Ostatnio głównie siedzę i piszę, bo muszę sie wyżyć. Deskorolka. Kostka mnie nadal boli. Zniechęciłam się do jeżdżenia, za dużo dziewczyn już jeździ...
 I jak tu wytrzymać bez soundtracku? No jak?