czwartek, 3 listopada 2011

Gdyby tak moje życie miało soundtrack...

Kto by o mnie śpiewał? Głównie Within Temptation, z boską Sharon den Adel na wokalu. Często Adele, bo śpiewa o nieszczęśliwej miłości. Często też, o dziwo, Lady Gaga, dlatego, że jej muzyka daje mi kopa i podnosi na duchu w złych momentach, a także dlatego, że choć sama Lady G jest brzydka, to jakimś cudem jest piękna. Czasem Good Charlotte- wytatuowani bracia Madden, ich piosenki o dołujących, morcznych tekstach, połączone z dyskotekowatym beatem. A czasem 30 Seconds to Mars, bo kocham Jareda Leto (chociaż juz coraz mniej :). Czasem The Pretty Reckless z zniewalającą blondie, Taylor Momsen, której życie wydaje się tak jak moje, odrobinę nieogarnięte i bezcelowe.. Od czasu do czasu Evanescence, chwilami uzależniający mnie od siebie-jak ostatnio z "Call me when you're sober". Oczywiście, od czasu do czasu w moim życiowym soundtracku pojawiają się nowości z MTV albo coś w stylu całkowicie odmiennym od moich upodobań i ideologii.
 Płakałam, gdy dowiedziałam się o śmierci Amy Whinehouse. W łazience, cicho, 2 minuty. Żeby Mama nie widziała mojej słabości do ukochanej outsiderki, jaką Amy była... Jej śmierć momentalnie skojarzyła mi się z Cobainem. Nie lubię Nirvany, nie przepadam za nimi jak wszyscy sztuczni buntownicy z kawałka piekła, jakim jest moje gimnazjum, a Kurt sam w sobie jako ikona też mnie nie rusza, ale to było takie... takie nienaturalne. Oboje mieli 27 lat...
 Ostatnio jestem jakaś płaczliwa i mam wahania nastroju. Mamuśka mówi, ze to dojrzewanie. Ostatnio się poryczałam, jak słuchałam Adele Someone like you.
Może to związane z tym, że za dużo na siebie biorę. Trzy olimpiady w listopadzie spędzają mi sen z powiek. Do tego problemy sercowe Michasi, która zwierza mi sie z każdej rozmowy na gg, przez smsy czy w ogóle jakiegokolwiek kontaktu z: Zielinem / Olafem / Orzechem / Groszkiem / Zdanem (należy wybrać tego, za którym lata w danym momencie), moje własne zadurzenie w Adusiu, stresy Mamy związane z nową, upragnioną pracą ("da mi umowę na stałę czy nie? A jak zamkną mu zakład? Dziś uszyłam tylko 2 kurtki... " itd.), moje własne stresy związane z okresem, nauką, wyglądem, Pamiętnikami Wampirów, problemami z kretynkami z klasy... Do tego stała presja pod postacią testów gimazjalnych, które kładą się cieniem na mojej ośmioletniej już edukacji (6 lat podstawówki i 2 skończone w gimazjum. Trzeci mi leci.)... Że nie liczę już takich drobnostek jak na przykład w co się ubrać albo czy nie jestem za mocno umalowana.
 Żebym jeszcze miała jakies hobby! Ostatnio głównie siedzę i piszę, bo muszę sie wyżyć. Deskorolka. Kostka mnie nadal boli. Zniechęciłam się do jeżdżenia, za dużo dziewczyn już jeździ...
 I jak tu wytrzymać bez soundtracku? No jak?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz