czwartek, 3 listopada 2011

Dzień dobry, a nawet dobry wieczór.   Chyba nawet się nie przedstawiłam?  Mam na imię Katarzyna, ale wybitnie lubię, gdy mówi się do mnie Katherine lub wręcz Katrina lub Katrin. Mam piętnaście lat, prawie szesnaście. Niebieskoszare oczy, włosy koloru nieokreślonego i zazwyczaj wyrażający moje rozbawienie lub zniechęcenie wyraz twarzy. 
 Mam skomplikowaną osobowość i wredny charakter, ale się staram. Lubię nosić na szyi różańce, i wszyscy mnie za to gromią. Posiadam kłopotliwą cechę, jaką jest niewyparzony język, który potrafi nieźle dopiec. Na pozór jestem nieśmiała. Taa, oszukujcie się, ludkowie. Dokładnie obserwuję i widzę wszystkie wasze grzeszki!
  Dzikie życie w mojej szkole, pełne małych i mniejszych grzeszków. Tak sobie myślę, że oni wszyscy są jak lalki. Kukiełki takie. Boże! Wszyscy wyglądają tak samo, jasna cholera. Skajkowe kurtki. Rurki. Stylonowe bluzy od Adidasa. Buty od Nike, tak zwane "najacze". Czasem jeszcze koszule w kratę i bluzy kangurki, chociaż żadna nie jest ani grunge'ówą ani skate'ówą. Grzywka na bok, długie, proste włosy. Archetyp dziewczyny w moim gimnazjum, Jezu, zlituj się! Dosłownie nie mogę patrzeć na te wszystkie Barbies. Ale każdy, każdy krzyż swój nieść musi.

Gdyby tak moje życie miało soundtrack...

Kto by o mnie śpiewał? Głównie Within Temptation, z boską Sharon den Adel na wokalu. Często Adele, bo śpiewa o nieszczęśliwej miłości. Często też, o dziwo, Lady Gaga, dlatego, że jej muzyka daje mi kopa i podnosi na duchu w złych momentach, a także dlatego, że choć sama Lady G jest brzydka, to jakimś cudem jest piękna. Czasem Good Charlotte- wytatuowani bracia Madden, ich piosenki o dołujących, morcznych tekstach, połączone z dyskotekowatym beatem. A czasem 30 Seconds to Mars, bo kocham Jareda Leto (chociaż juz coraz mniej :). Czasem The Pretty Reckless z zniewalającą blondie, Taylor Momsen, której życie wydaje się tak jak moje, odrobinę nieogarnięte i bezcelowe.. Od czasu do czasu Evanescence, chwilami uzależniający mnie od siebie-jak ostatnio z "Call me when you're sober". Oczywiście, od czasu do czasu w moim życiowym soundtracku pojawiają się nowości z MTV albo coś w stylu całkowicie odmiennym od moich upodobań i ideologii.
 Płakałam, gdy dowiedziałam się o śmierci Amy Whinehouse. W łazience, cicho, 2 minuty. Żeby Mama nie widziała mojej słabości do ukochanej outsiderki, jaką Amy była... Jej śmierć momentalnie skojarzyła mi się z Cobainem. Nie lubię Nirvany, nie przepadam za nimi jak wszyscy sztuczni buntownicy z kawałka piekła, jakim jest moje gimnazjum, a Kurt sam w sobie jako ikona też mnie nie rusza, ale to było takie... takie nienaturalne. Oboje mieli 27 lat...
 Ostatnio jestem jakaś płaczliwa i mam wahania nastroju. Mamuśka mówi, ze to dojrzewanie. Ostatnio się poryczałam, jak słuchałam Adele Someone like you.
Może to związane z tym, że za dużo na siebie biorę. Trzy olimpiady w listopadzie spędzają mi sen z powiek. Do tego problemy sercowe Michasi, która zwierza mi sie z każdej rozmowy na gg, przez smsy czy w ogóle jakiegokolwiek kontaktu z: Zielinem / Olafem / Orzechem / Groszkiem / Zdanem (należy wybrać tego, za którym lata w danym momencie), moje własne zadurzenie w Adusiu, stresy Mamy związane z nową, upragnioną pracą ("da mi umowę na stałę czy nie? A jak zamkną mu zakład? Dziś uszyłam tylko 2 kurtki... " itd.), moje własne stresy związane z okresem, nauką, wyglądem, Pamiętnikami Wampirów, problemami z kretynkami z klasy... Do tego stała presja pod postacią testów gimazjalnych, które kładą się cieniem na mojej ośmioletniej już edukacji (6 lat podstawówki i 2 skończone w gimazjum. Trzeci mi leci.)... Że nie liczę już takich drobnostek jak na przykład w co się ubrać albo czy nie jestem za mocno umalowana.
 Żebym jeszcze miała jakies hobby! Ostatnio głównie siedzę i piszę, bo muszę sie wyżyć. Deskorolka. Kostka mnie nadal boli. Zniechęciłam się do jeżdżenia, za dużo dziewczyn już jeździ...
 I jak tu wytrzymać bez soundtracku? No jak?

Przeklęta po raz pierwszy

 Kiedy po raz pierwszy ujawniła się klątwa? Właściwie nie mam pojęcia. Całe moje życie to pasmo porażek rzadko przeplatanych czymś dobrym. Czasem zastanawiam się, czy właściwie jestem silna czy słaba psychicznie. Zdarzają mi się przecież zalamania tak głębokie jak Rów Mariański.
 Na czym polega moja klątwa? Och, na wielu rzeczach. Najpierw mówię, potem myślę, co powiedziałam. Wplątuję się w różne beznadziejne sytuacje. Mam zbyt wybujałą wyobraźnię. Za bardzo przejmuję się problemami innych. Za bardzo przeżywam większość wydarzeń.
 Są też dobre strony mojego "przekleństwa"... Umiem wykręcić sie z wszystkiego. Umiem się też, hahaha, wpraszać na jedzenie tak, żeby do nikogo nie dotarło, że się wprosiłam. Mam wybitny talent literacki, niestety niewyżyty, bo pisanie idiotycznych rozprawek w szkole mnie nie satysfakcjonuje. Za ostatni esej dostałam sześć, bo, powiedzmy sobie szczerze, panią Oleńkę chyba temat przerósł. Właściwie fakt, kto w wieku 15 lat pisze trzystronicowy esej o Edgarze Allanie Poe?

 Wklejam fragment wiersza wymienionego wyżej E.A. Poe, który ładnie mnie opisuje:

Od lat dziecięcych zawsze byłem
Inny niż wszyscy- i patrzyłem
Nie tam, gdzie wszyscy- miałem swoje,
Nieznane innym smutków zdroje- 
I nie czerpałem z ich krynicy
Uczuć- nie tak, jak śmiertelnicy
Radością tchnąłem i zapałem-
A co kochałem- sam kochałem.

 Uwielbiam moją klątwę. Wbrew pozorom.
 Wbrez pozorom, taa... Wbrew pozorom to jestem normalniejsza niż reszta moich "kolegów i koleżanek" ze szkoły. Właściwie to mi nie przeszkadza to, ze nie jestem superpopularna i superlubiana. Mam poczucie inności i nie mogę się doczekać, kiedy wyrywę się z tej wiochy, w jakiej mieszkam, bo może w tym liceum, do którego z Żabą zaplanowałyśmy sobie się dostać, inność będzie lepiej tolerowana...